W tym roku po raz pierwszy czuję, że nowy rok = nowy początek. Tak się jakoś wszystko zbiegło, ten początek z końcem czegoś ważnego. I po raz pierwszy od dawna naprawdę mam potrzebę postanowić coś sobie.
W zasadzie zaczęłam obmyślać listę już przed nowym rokiem. Spisywać ją w głowie, punkt za punktem. Notować sobie rzeczy,
dla których chciałoby się żyć, na które chciałoby się czekać. Mysleć o tym, co zrobię ze swoim czasem i ze swoim życiem, kiedy nie będę musiala się już martwić o nikogo innego, tylko o siebie.
Myślałam, że to pomoże. Że będzie łatwiej.
I faktycznie, jest trochę łatwiej, choć nadal cholernie trudno.
A lista?
Lista rośnie. Pęcznieje od pomysłów, puchnie z dnia na dzień. Są na niej festiwale muzyczne, są miejsca do odwiedzenia, jest język do nauczenia, książka do napisania.
Powoli, stopniowo, będę odhaczać punkt za punktem. Powoli, stopniowo, nauczę się żyć.
Wednesday, 2 January 2013
Thursday, 29 November 2012
Pytania są tendencyjne.
Ale to wcale nie znaczy, że na nie nie odpowiem. Taka już ze mnie ekshibicjonistka, że jak ktoś pyta, to odpowiadam, z niczym się nie kryjąc, o.
Pyta zaś Małka. Dzieki, Małko!
Nie będę nominować kolejnych blogów, bo mam wrażenie, że autorzy większości blogów, które czytam, albo brali już udział w zabawie, albo wszelkie zabawy uważają za stratę czasu i glupotę...
1. Skąd pomysł na temat bloga?
W zasadzie trudno mi określić, jaki jest temat tego bloga. Potrzebowałam po prostu miejsca w sieci, gdzie mogłabym się wygadać.
2. A na tytuł?
Sam się przypętał. A było to tak: jakiś czas temu rozważałam przeprowadzkę z mojego Dużego Miasta do małego miasteczka. W miasteczku mam kilku znajomych, lubię tam jeździć raz na jakiś czas, nawet mi się tam podoba. Wszystko więc niby ładnie i pięknie, ale... Doszłam do wniosku, że to nie dla mnie. Że jednak jestem mieszczuchą. I już.
3. Co robisz żeby poprawić listopadowy nastrój?
Dużo się ruszam: jeżdżę na rowerze, ćwiczę, tańczę. Staram się nie przesiadywaę bezczynnie w domu, bo wtedy nachodzą mnie różne ponure myśli. Jem czekoladę - niedużo, ale za to dobrą. A kiedy jest mi naprawde źle, słucham najbardziej dołującej muzyki, jaką uda mi się znaleźć. Brzmi dziwnie, ale czasem muszę po prostu sięgnąć dna, żeby mieć się od czego odbić.
4. W co nigdy nie uwierzysz?
W boga. Jakiegokolwiek.
5. Czytasz, oglądasz czy słuchasz?
Wszystko po trochu! Muzyka, książki i filmy są dla mnie niezwykle ważne. I trudno byłoby mi żyć bez jakiejkolwiek z tych rzeczy.
6. Najładniejszy wyraz?
Minimum. Czemu? Spróbuj zapisać to słowo na kartce papieru :)
7. I najbrzydszy?
Wydzielina. Maciora. Szczecina.
8. Początki czy zakończenia?
Początki. Lubię wrażenie, że mam przed sobą czystą kartę i mogę zrobić z nią wszystko, co tylko mi przyjdzie do głowy.
9. Dzień, który wykreślił(a)byś z tygodnia?
Czwartek. Zupełnie niepotrzebne preludium do piątku.
10. Twoje miejsce?
Każde miejsce. Wychodzę z założenia, że "where I lay my head is home". Chociaż... Lubię moje Duże Miasto. Nie tylko jego piękną, "turystyczną" stronę. I Barcelonę lubię bardzo. Tak bardzo, że gdybym znala kataloński albo przynajmniej hiszpański, to chciałabym tam mieszkać.
11. Czy pomyślałeś/-aś "co za idiotyczna zabawa" zanim się przełamałeś/-aś i zdecydowałeś/-aś wziąć udział ;) ?
Nie. Jak już wspomniałam, jestem ekshibicjonistką.
Pyta zaś Małka. Dzieki, Małko!
Nie będę nominować kolejnych blogów, bo mam wrażenie, że autorzy większości blogów, które czytam, albo brali już udział w zabawie, albo wszelkie zabawy uważają za stratę czasu i glupotę...
1. Skąd pomysł na temat bloga?
W zasadzie trudno mi określić, jaki jest temat tego bloga. Potrzebowałam po prostu miejsca w sieci, gdzie mogłabym się wygadać.
2. A na tytuł?
Sam się przypętał. A było to tak: jakiś czas temu rozważałam przeprowadzkę z mojego Dużego Miasta do małego miasteczka. W miasteczku mam kilku znajomych, lubię tam jeździć raz na jakiś czas, nawet mi się tam podoba. Wszystko więc niby ładnie i pięknie, ale... Doszłam do wniosku, że to nie dla mnie. Że jednak jestem mieszczuchą. I już.
3. Co robisz żeby poprawić listopadowy nastrój?
Dużo się ruszam: jeżdżę na rowerze, ćwiczę, tańczę. Staram się nie przesiadywaę bezczynnie w domu, bo wtedy nachodzą mnie różne ponure myśli. Jem czekoladę - niedużo, ale za to dobrą. A kiedy jest mi naprawde źle, słucham najbardziej dołującej muzyki, jaką uda mi się znaleźć. Brzmi dziwnie, ale czasem muszę po prostu sięgnąć dna, żeby mieć się od czego odbić.
4. W co nigdy nie uwierzysz?
W boga. Jakiegokolwiek.
5. Czytasz, oglądasz czy słuchasz?
Wszystko po trochu! Muzyka, książki i filmy są dla mnie niezwykle ważne. I trudno byłoby mi żyć bez jakiejkolwiek z tych rzeczy.
6. Najładniejszy wyraz?
Minimum. Czemu? Spróbuj zapisać to słowo na kartce papieru :)
7. I najbrzydszy?
Wydzielina. Maciora. Szczecina.
8. Początki czy zakończenia?
Początki. Lubię wrażenie, że mam przed sobą czystą kartę i mogę zrobić z nią wszystko, co tylko mi przyjdzie do głowy.
9. Dzień, który wykreślił(a)byś z tygodnia?
Czwartek. Zupełnie niepotrzebne preludium do piątku.
10. Twoje miejsce?
Każde miejsce. Wychodzę z założenia, że "where I lay my head is home". Chociaż... Lubię moje Duże Miasto. Nie tylko jego piękną, "turystyczną" stronę. I Barcelonę lubię bardzo. Tak bardzo, że gdybym znala kataloński albo przynajmniej hiszpański, to chciałabym tam mieszkać.
11. Czy pomyślałeś/-aś "co za idiotyczna zabawa" zanim się przełamałeś/-aś i zdecydowałeś/-aś wziąć udział ;) ?
Nie. Jak już wspomniałam, jestem ekshibicjonistką.
Wednesday, 21 November 2012
Się sypie. Się zmienia.
Czasem tak bywa, że wszystko się wali. Wywraca się na lewą stronę. Zmienia o sto osiemdziesiąt stopni. I nic nie można na to poradzić.
Jestem teraz w takim właśnie miejscu. Życie wywraca mi się na lewą stronę, w dodatku w zwolnionym tempie. Staram się widzieć pozytywy, być dobrej myśli, wierzyć, że się ułoży.
Tylko serce, to durne serce, wcale nie pomaga. Cierpi. Boli. Rozpada się na kawałki w slow motion.
Jeszcze będzie dobrze, powtarzam sobie jak mantrę.
Jeszcze będzie.
Jestem teraz w takim właśnie miejscu. Życie wywraca mi się na lewą stronę, w dodatku w zwolnionym tempie. Staram się widzieć pozytywy, być dobrej myśli, wierzyć, że się ułoży.
Tylko serce, to durne serce, wcale nie pomaga. Cierpi. Boli. Rozpada się na kawałki w slow motion.
Jeszcze będzie dobrze, powtarzam sobie jak mantrę.
Jeszcze będzie.
Thursday, 23 August 2012
Koniec z odkładactwem.
Doszłam do wniosku, że nadal robię za mało, by się uszczęśliwić.
No bo tak: mam ochotę pojechać na festiwal, wyjść na imprezę czy koncert - ale z jakiegoś powodu rezygnuję, tłumacząc sobie, że pojadę następnym razem, pójdę kiedy indziej.
Koniec z tym, mili państwo. "Kiedy indziej" może nigdy nie nadejść.
Na Infest w tym roku nie zdążę. A szkoda. Ale może Whitby?
No bo tak: mam ochotę pojechać na festiwal, wyjść na imprezę czy koncert - ale z jakiegoś powodu rezygnuję, tłumacząc sobie, że pojadę następnym razem, pójdę kiedy indziej.
Koniec z tym, mili państwo. "Kiedy indziej" może nigdy nie nadejść.
Na Infest w tym roku nie zdążę. A szkoda. Ale może Whitby?
Wednesday, 25 July 2012
Glupie pytania, glupie odpowiedzi.
Jeśli ktoś jeszcze spyta mnie, jak się czuję z trzydziestką na karku, przysięgam, że nie wyrobię.
Jak się czuję? Tak samo jak wcześniej, o. Nie nastąpiła we mnie żadna gwałtowna zmiana, nie przeżyłam momentu duchowego uniesienia z racji swojej nagle odkrytej dojrzałości ani też załamania psychicznego wywołanego nagłym uświadomieniem sobie, jaka jestem stara. Nie postanowiłam zmienić wszystkiego, od A do Z, w swoim życiu, nie podjęłam żadnej ważnej decyzji o ślubie, macierzyństwie, zmianie pracy czy miejsca zamieszkania. Poświętowałam, a potem wróciłam do domu z urlopu, wygłaskałam koty i poszlam na imprezę. I guzik mnie obchodzi, że paniom po trzydziestce nie wypada.
Jak się czuję? Tak samo jak wcześniej, o. Nie nastąpiła we mnie żadna gwałtowna zmiana, nie przeżyłam momentu duchowego uniesienia z racji swojej nagle odkrytej dojrzałości ani też załamania psychicznego wywołanego nagłym uświadomieniem sobie, jaka jestem stara. Nie postanowiłam zmienić wszystkiego, od A do Z, w swoim życiu, nie podjęłam żadnej ważnej decyzji o ślubie, macierzyństwie, zmianie pracy czy miejsca zamieszkania. Poświętowałam, a potem wróciłam do domu z urlopu, wygłaskałam koty i poszlam na imprezę. I guzik mnie obchodzi, że paniom po trzydziestce nie wypada.
Subscribe to:
Posts (Atom)
