Naukowcy od lat powtarzają, że znalezienie planety podobnej do Ziemi to nie kwestia "jeśli", a "kiedy". W końcu w ogromie kosmosu musi być przynajmniej jedna planeta, na której mogłoby istnieć życie (albo raczej życie w takiej formie, którą znamy, czyli oparte na węglu). Niedawne odkrycie układu planet zbliżonych rozmiarem do Ziemi i orbitujących wokół gwiazdy TRAPPIST-1, potwierdza, że mieli rację.
Trzy z odkrytych planet znajdują się w strefie, w której temperatury nie są ani zbyt wysokie, ani zbyt niskie, by mogła na nich istnieć woda w stanie ciekłym, a co za tym idzie, życie. Jest jeszcze coś: układ TRAPPIST-1 znajduje się zaledwie 40 lat świetlnych od Ziemi. W tej chwili wydaje się, że to dystans niemożliwy do pokonania, ale wiele rzeczy uważano kiedyś za niemożliwe, a teraz są realne, bo ktoś kiedyś postanowił udowodnić światu, że tak nie jest. Jako społeczeństwo jesteśmy być może coraz bardziej zamknięci w swoich prywatnych bańkach pracy, codzienności, portali społecznościowych i przyziemnych spraw, ale wciąż są ludzie, którzy widzą dalej i szukają nieznanego.
Kilka dni temu widziałam "Ukryte działania", znakomity film o trzech genialnych czarnych kobietach-naukowcach, które przyczyniły się do sukcesu jednej z największych operacji NASA: wystrzelenia Johna Glenna na orbitę. Ta nieprawdopodobna, a jednak prawdziwa historia jest dowodem na to, że ludzka ciekawość świata potrafi przełamać niejedną barierę i pozwolić nam zdać sobie sprawę, że w gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy ludźmi. Jeśli się zjednoczymy, możemy osiągnąć wszystko. Tak, wiem, że to brzmi pompatycznie, ale naprawdę w to wierzę.
Czasem się zastanawiam, co by się stało, gdyby obca cywilizacja nawiązała z nami kontakt. Czy nadal kłócilibyśmy się o drobiazgi? Czy niektórzy próbowaliby udowodnić, że są lepsi niż inni? A może choć raz pokazalibyśmy się z dobrej strony, zjednoczeni pod jednym sztandarem ludzkości? Może obce cywilizacje miały już Ziemię na oku, ale odpuściły, bo zauważyły, że ludzie są zbyt podzieleni i nie ma sensu zawracać sobie nimi głowy?
Tak czy inaczej, odkrycie NASA sprawia, że perspektywa znalezienia życia w kosmosie jest coraz bardziej realna. Chociaż nadal nie potwierdzono odkrycia wody na żadnej z siedmiu planet, a ich atmosfery muszą zostać dokładnie zbadane, to wielki krok naprzód.
Mam nadzieję, że to tylko jeden z wielu w niedalekiej przyszłości.
Showing posts with label geek. Show all posts
Showing posts with label geek. Show all posts
Thursday, 23 February 2017
Wednesday, 7 September 2016
Nowy odcień magii
W swoim życiu przeczytałam całkiem sporo książek fantasy, więc pewnie dlatego rzadko się zdarza, że powieść z tego gatunku rozłoży mnie na łopatki. Prawda jest taka, że trudno wymyślić coś zupełnie nowego, świeżego i niebanalnego, a do tego niektórym autorom daleko do pisarskiego mistrzostwa (tak, panie Goodkind, mowa o tobie). Dodajmy do tego fakt, że coraz więcej książek fantasy zahacza o literaturę młodzieżową, a więc zazwyczaj odrobinę naiwną i przeznaczoną dla mniej wyrafinowach czytelników, a także to, że wśród autorów pojawiła się nieznośna skłonność do pisania coraz to dłuższych cykli, których początki bywają całkiem przyzwoite, ale im dalej, tym robi się gorzej.
Dlatego po "Mroczniejszy odcień magii" Victorii Schwab sięgnęłam bez szczególnie wysokich oczekiwań.
Z przyjemnością stwierdzam, że mile się zaskoczyłam. Ba, jestem skłonna stwierdzić, że równie dobrego cyklu (a przynajmniej jego początku) nie było od czasu "Niecnych Dżentelmenów" Scotta Lyncha. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że to już o czymś świadczy.
Rzecz dzieje się w Londynie. A właściwie w Londynach, bo jest ich cztery: pozbawiony magii Szary, żywy, barwny i nasycony magią Czerwony, zimny i wycieńczony wojną Biały. I Czarny, który setki lat temu upadł, a teraz nikt już o nim nie wspomina.
Kell jest jedyn z ostatnich magów antari, mających dar podróżowania między światami. Oficjalnie działa jako posłaniec między Londynami, przekazując wiadomości od jednych koronowanych głów innym. Nieoficjalnie zaś zdarza mu się przy okazji przeszmuglować to lub owo z jednego Londynu do drugiego na życzenie klienta. Pewnego dnia, zupełnie niespodziewanie, trafia w jego ręce przedmiot, który stanie się zalążkiem poważnych kłopotów.
Los stawia na drodze Kella Lilę Bard, utalentowaną złodziejkę, która marzy o własnym statku i zobaczeniu świata poza Szarym Londynem. Walcząc z czymś, czego ani jedno, ani drugie się nie spodziewało, bohaterowie są zmuszeni współpracować, początkowo niechętnie, ale z czasem zawiązuje się między nimi nić przyjaźni...
To pierwszy tom, który ukazał się nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka w lipcu. Ja jestem w połowie drugiego, który pewnie wkrótce ujrzy światło dzienne również w Polsce, i już czekam na trzeci, który ma mieć swoją światową premierę w lutym 2017.
Jeśli więc szukacie ciekawego, sprawnie napisanego, wciągającego cyklu fantasy, zdecydowanie polecam "Odcienie magii"!
Dlatego po "Mroczniejszy odcień magii" Victorii Schwab sięgnęłam bez szczególnie wysokich oczekiwań.
Z przyjemnością stwierdzam, że mile się zaskoczyłam. Ba, jestem skłonna stwierdzić, że równie dobrego cyklu (a przynajmniej jego początku) nie było od czasu "Niecnych Dżentelmenów" Scotta Lyncha. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że to już o czymś świadczy.
Rzecz dzieje się w Londynie. A właściwie w Londynach, bo jest ich cztery: pozbawiony magii Szary, żywy, barwny i nasycony magią Czerwony, zimny i wycieńczony wojną Biały. I Czarny, który setki lat temu upadł, a teraz nikt już o nim nie wspomina.
Kell jest jedyn z ostatnich magów antari, mających dar podróżowania między światami. Oficjalnie działa jako posłaniec między Londynami, przekazując wiadomości od jednych koronowanych głów innym. Nieoficjalnie zaś zdarza mu się przy okazji przeszmuglować to lub owo z jednego Londynu do drugiego na życzenie klienta. Pewnego dnia, zupełnie niespodziewanie, trafia w jego ręce przedmiot, który stanie się zalążkiem poważnych kłopotów.
Los stawia na drodze Kella Lilę Bard, utalentowaną złodziejkę, która marzy o własnym statku i zobaczeniu świata poza Szarym Londynem. Walcząc z czymś, czego ani jedno, ani drugie się nie spodziewało, bohaterowie są zmuszeni współpracować, początkowo niechętnie, ale z czasem zawiązuje się między nimi nić przyjaźni...
To pierwszy tom, który ukazał się nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka w lipcu. Ja jestem w połowie drugiego, który pewnie wkrótce ujrzy światło dzienne również w Polsce, i już czekam na trzeci, który ma mieć swoją światową premierę w lutym 2017.
Jeśli więc szukacie ciekawego, sprawnie napisanego, wciągającego cyklu fantasy, zdecydowanie polecam "Odcienie magii"!
Monday, 21 May 2012
Niewyrastanie.
Jestem już dużą dziewczynką, a duże dziewczynki nie jarają się grami komputerowymi. Nie spędzają długich godzin przed monitorem, rozczłonkowując potwory na rozmaite wymyślne sposoby. Nie piszczą z radości, kiedy uda im się znaleźć jakiś wypasiony przedmiot. Nie klną w żywy pień, kiedy ich postać wyzionie ducha.
Nie wypada, prawda?
A guzik!
Nie po to dwanaście lat czekałam na Diablo III, żeby teraz zbyć jego pojawienie się wzruszeniem ramion i stwierdzić, że to przecież dla dzieci. I tyle. Cytując klasyka, "bede gral(a) w gre", o.
Nie wypada, prawda?
A guzik!
Nie po to dwanaście lat czekałam na Diablo III, żeby teraz zbyć jego pojawienie się wzruszeniem ramion i stwierdzić, że to przecież dla dzieci. I tyle. Cytując klasyka, "bede gral(a) w gre", o.
Subscribe to:
Posts (Atom)



