Showing posts with label moda. Show all posts
Showing posts with label moda. Show all posts

Wednesday, 16 November 2016

Zakupowy detoks: aktualizacja.

Minęło 16 dni, odkąd zaczęłam mój zakupowy detoks, i muszę przyznać, że idzie mi całkiem nieźle.

Owszem, kupiłam trochę rzeczy, ale głównie dla innych (na marginesie dodam, że dziś nabyłam ostatnie świąteczne prezenty, więc tę kwestię mam z głowy i jestem szalenie z siebie dumna), z kilkoma wyjątkami dla siebie.

Wyjątki są całkowicie zgodne z zasadami, które sobie wyznaczyłam. W lumpeksie w Łodzi udało mi się dorwać uroczą szyfonową spódniczkę i długą aksamitną kieckę za zawrotną sumę 35 złotych. Na eBayu upolowałam efektowną bluzkę (wciąż czekam na dostawę). Jedyną nową rzeczą, na jaką sobie pozwoliłam, były kolczyki z The Crypt of Curiosities, które są ręcznie wykonane, więc ich zakup wsparł małego, niezależnego wytwórcę. No dobrze, kupiłam też skarpetki w Primarku, ale to akurat był zakup konieczny.

Zazwyczaj w połowie miesiąca stan mojego konta niebezpiecznie zbliżał się do zera; ba, zdarzało się, że był na minusie. W tym miesiącu, mimo świątecznych zakupów i wypadu do Polski, gdzie puściłam trochę pieniędzy, wciąż mam wystarczająco dużo, by wystarczyło mi do końca miesiąca. To całkiem przyjemne uczucie!

Jeśli pod koniec miesiąca coś zostanie mi na koncie - a wygląda na to, że zostanie - przerzucę to na konto oszczędnościowe, które będzie moim funduszem wakacyjnym. W przyszłym roku mam w planach kilka mniejszych wypadów i jeden duży, więc oszczędności na pewno się przydadzą.

A z innej beczki, jedyne lustro w mojej sypialni to drzwi szafy, a że mam za mało miejsca między nią a łóżkiem, nie jestem w stanie zrobić porządnego zdjęcia temu, co mam na sobie. Więc, póki co, będę wklejać mało porządne, takie jak to:


Sweterek: H&M; spódniczka: wspomniane szyfonowe znalezisko z łódzkiego lumpeksu; buty: River Island, upolowane na eBayu; torba: Killstar; naszyjnik: The Rogue + The Wolf.

Uprasza się o nie zwracanie uwagi na tłustego koteła w tle. Moja Bengalka Cara uparła się, że będzie gwiazdą, ale ubzdurało jej się, że w dzisiejszych czasach karierę robi się nie twarzą, a dupą.

A jutro będzie o tatuażach.

Thursday, 13 October 2016

5 fantastycznych znalezisk na Halloween za grosze

Jeśli jesteś choć trochę jak ja, masz już pewnie szafę pełną ubrań, które z powodzeniem mogłyby robić za kostium na Halloween, szufladę wypchaną straszliwymi akcesoriami, i mnóstwo kosmetyków, które mogą przeistoczyć Cię w zjawę, wampira lub zombie.

To wcale nie powstrzymuje mnie od kupowania nowych rzeczy w październiku, który jest zdecydowanie moim ulubionym czasem na zakupy.

Jeśli szukasz tanich sposobów na dodanie subtelnie strasznej aury do swojej stylizacji, oto 5 propozycji za £5 (czyli jakieś 25 zł) lub mniej.

Upiorne sztuczne paznokcie, Primark, £1.50 za opakowanie (24 sztuki)

Gigant od szybkiej i taniej mody co roku szykuje coś specjalnego na Halloween: skarpetki, piżamy, rajstopy... W tym roku moją ulubioną rzeczą z sezonowej kolekcji (czy raczej rzeczami, bo podobają mi się wszystkie wersje) są sztuczne pazurki. Może i nie są najlepszej jakości, niektóre mają poszarpane, ostre krawędzie, którymi łatwo zahaczyć o kabaretkę albo się podrapać, ale wszystko da się naprawić za pomocą pilniczka do paznokci. Za taką cenę żal byłoby się nie skusić!


halloweennailsprimark
Opaska ze skrzydłami nietoperza, Asos, £5

Prawda, że fantastyczna? Mogłabym (i pewnie będę) nosić ją przez cały rok. Jeśli lubisz łączyć upiorne z uroczym, to idealny dodatek dla Ciebie. Opaska wydaje się dość solidnie wykonana, więc mam nadzieję, że posłuży mi przynajmniej do następnego Halloween.

batearasos.jpg

Strrrraszne skarpetki, New Look, £2.49 za parę 

Bo życie jest za krótkie, by nosić nudne skarpetki.

halloweensocks

Naszyjnik-tasiemka z jednorożcem, H&M, £2.99

Tak, mili państwo, wprowadza się element magiczny do rzeczywistości (po taniości). Technicznie rzecz biorąc, ten naszyjnik nie jest straszny, ale jest bajeczny, a to już coś. Naszyjniki tego typu były popularne w latach 90., a teraz przeżywają swój renesans, więc dodatkowe punkty za bycie trendy gwarantowane. 
chokerunicorn
Wachlarz z koronki albo piór, Accessorize, £5 za sztukę

Tak, można znaleźć tańsze na eBayu albo Allegro, ale spójrzmy prawdzie w oczy, często dostajemy coś zupełnie innego niż na obrazku, tandetnie wykonanego i nieszczególnie ładnego. Te wachlarze są zdecydowanie warte swojej ceny, bardzo eleganckie i solidne. Mówisz, że nie potrzebujesz wachlarza? Cóż, czasami nie chodzi o to, czego potrzebujesz, ale czego pragniesz.
fans.jpg

A Wy znaleźliście już coś ciekawego w sklepach w tym miesiącu? Czy Halloween zyskuje na popularności w Polsce?

Wednesday, 21 September 2016

Gotyk z wybiegów, gotyk prawdziwy.

O modzie z pewnością można powiedzieć jedno: trendy krążą i powracają, a na wybiegach co jakiś czas pojawiają się tendencje, które miały już kiedyś swój moment. Nie byłam więc specjalnie zaskoczona, widząc gotyckie wpływy w kolekcjach na jesień i zimę 2016. Na wybiegach pojawiły się koronki, aksamit, skóra, gorsety, a to wszystko na bladych modelkach z ustami pociągniętymi czarną szminką i dramatycznym makijażem oka. Od niemal teatralnych projektów Marca Jacobsa po surową, minimalistyczną czerń Diora, projektanci postawili na mrok.



(Od lewej: Dior, Rodarte, Marc Jacobs)

Moda to kapryśna bestia i jestem pewna, że do wiosny gotyckie wpływy zostaną dawno zapomniane i pogrzebane na kolejnych kilka lat. Tymczasem prawdziwy gotyk ma się dobrze. To chyba jedyna subkultura, która może się poszczycić taką długowiecznością. Podczas gdy ludzie zaangażowani w inne sceny prędzej czy później dorośleją i przestają się w to bawić, wielu gotów trzyma się swojego stylu i robi swoje. 

Kiedyś uśmiechałam się drwiąco, słysząc, że ta czy inna gwiazdka "zrobiła się na gotycko" (w wolnym tłumaczeniu: założyła czerń od stóp do głów i pociągnęła usta ciemną szminką). Okej, nadal się uśmiecham, bo trudno mi się powstrzymać.

Z drugiej strony jednak cieszą mnie gotyckie wpływy na wybiegach. Bo wielcy projektanci prowadzą, a moda z sieciówek podąża za nimi, a to oznacza, że w sklepach łatwiej będzie upolować coś ciekawego za niewielkie pieniądze. Moda alternatywna bywa, niestety, znacznie droższa niż ciuchy z Primarka czy H&M. Pewnie, czasem jakość jest zdecydowanie lepsza, ale częściej płacimy za markę. Ponadto, jeśli nie mamy w pobliżu alternatywnych sklepów, a nie przepadamy za zakupami online, powrót gotyku może być dla nas błogosławieństwem, bo być może będziemy w stanie upolować prawdziwe perełki w Topshopie czy River Island.



(Od lewej, zgodnie z ruchem wskazówek zegara: Primark, Bershka, 
H&M, River Island, Topshop)


Jedyne, co mi wadzi, to fakt, że dla niektórych gotyk jest tylko i wyłącznie trendem w modzie. Ale na to już nic poradzić nie mogę.

Wednesday, 29 February 2012

Peszyn for feszyn?

Za każdym razem, gdy odwiedzam London Fashion Weekend - a odwiedzam regularnie, co pół roku, od ładnych paru lat - dochodzę do kilku wniosków.

Pierwszy to ten, że średnia wieku uczestników spada z sezonu na sezon. Kiedyś przychodzily głównie nastoletnie dziewczyny i młode dwudziestokilkuletnie kobiety. W ubiegłą niedzielę roiło się od na oko dziesięcioletnich dziewczynek. Co gorsza, wspomniane dziewczynki wyglądały jak miniaturowe kopie ich chudych, wypacykowanych i wystylizowanych do granic mozliwosci mam. Sama nie wiem, czy bardziej mnie to bawi, czy przeraża. Bo z jednej strony dobrze, że przynajmniej żeńska część brytyjskiego społeczeństwa wysysa zamiłowanie do mody z mlekiem matki, ale z drugiej - czy oglądanie pokazów mody może nie odcisnąć swego piętna na małych dziewczynkach, popychając niektóre z nich w kościste ramiona zaburzeż odżywiania?

Drugi: choć uwielbiam wiosnę i lato, to jednak jeśli idzie o modę, zdecydowanie preferuję tę jesienno-zimową. Pastele, kwiatowe wzory i zwiewne, dziewczęce sukienki mają swój urok, ale wolę na nie patrzeć niż nosić. Lato spędzam w długich, prostych, czarnych kieckach: ot, wkładam, obwieszam się biżuterią, zakładam na nos wielkie okulary - i tyle. Podziwiam dziewczyny, które potrafią bawić się letnią modą. Dla mnie zabawa zaczyna się wtedy, kiedy w sklepach pojawiają się ubrania z cięższych materiałów w ciemnych kolorach. Kiedy można, a nawet trzeba ubrać się "na cebulkę". Kiedy ciężkie buciory stają się nieodłącznym elementem stroju. I choć zimy w mieście nie znoszę, zimowa moda to zupelnie inna sprawa.

I trzeci: albo zrobiłam się bardziej wybredna, albo wyleczyłam się z kompulsywnego kupowania. Podziwiam ubrania na wieszakach, wzdycham na widok pięknych torebek i uśmiecham się do butów na niebotycznych koturnach, ale... Na tym się kończy. Nie sięgam już, jak dawniej, po kartę kredytową. To chyba dobry znak.